sobota, 31 stycznia 2015

Wyczuwalna mięta. Można?

Witajcie :)
Dzisiaj przychodzę do Was z kolejnym woskiem z zimowej serii. Wydaje mi się, że ten przypadł mi najbardziej do gustu. Dlaczego? Ano zaraz Wam wszystko opowiem.

Czerwona tartaletka. Typowy kształt dla YC. Kolor to intensywna czerwień. Na obrazku jak możecie zauważyć widzimy domek z piernika. Na początku obawiałam się, że będzie mocno pachniał piernikiem, a ja nie lubię takich mega słodkich zapachów. Są duszące, niefajne i wahałam się długo zanim użyłam tego wosku. W końcu stwierdziłam ostatnio, że już dawno po świętach, a tylko on nie został odpalony, więc postanowiłam to zmienić. Od razu po odpaleniu przeżyłam szok. Ten wosk pachnie super! Żaden tam z niego piernik, żadna słodycz. Nie wiem jak Wy, ale ja wyczuwam w nim miętę, albo jakąś inną orzeźwiającą nutę. Kojarzy mi się z zimą i zimowym powietrzem. Nie jest duszący, mogłabym go wąchać i wąchać. Jak dla mnie to najlepszy wosk z całej zimowej serii!

piątek, 30 stycznia 2015

Nowości kosmetyczne !

Witajcie :)
Dzisiaj na szybciutko chciałam Wam pokazać moje nowe kolorówkowe łowy :). Nie jest tego dużo, ale parę rzeczy udało mi się nabyć. 









Niebieski, zielony i rudy cień, pochodzi ze sklepu strefa urody.pl. Dwóch pierwszych nie miałam okazji używać, ale w tym rudym się zakochałam! O ile miałam mieszane uczucia co do rimmela, o tyle ten cień skradł totalnie moje serce!
Smoky quattro zakupiłam ostatnio w Rossmanie. Tak mi się spodobało, że musiałam go mieć. Wydaje mi się idealne na karnawałowe szaleństwo :). Miałam podobne 2 cienie w paletce celestial, ale poszła w świat :)



 Te produkty również pochodzą ze Strefy urody. Jak żyję nie miałam tak słodkiego błyszczyka, ale o tym wkrótce :)



czwartek, 29 stycznia 2015

Polecalnia,czyli co lubi Zakochana ! #1

Witajcie :)
Strasznie lubię posty,  których blogerzy polecają ciekawe stronki. Sama niejednokrotnie znalazłam coś dla siebie. Pomyślałam, że może i u siebie rozpocznę taką serię i co miesiąc zaprezentuję Wam 10 ciekawych miejsc. Mam nadzieję, że chociaż jedna z Was znajdzie coś dla siebie :)
Zaczynamy :)


Swoją drogą uwierzycie, że sama robiłam ten malunek?:D
Dobra już nie przedłużam:D.

1. Miejsca dla kobiet, w których poczujesz się jak diva, zjesz wirtualną wuzetkę  w miłym towarzystwie i odwiedzisz kobiecą kafejkę, czyli trzy fora, które kocham.
2.Społeczność dla łowców okazji, jeżeli lubicie oszczędzać, zerknijcie tam koniecznie!
3.Wirtualny loompex, czyli czemu warto kupować taniej?
4. Najlepiej dopasowani, czyli jak łączyć kolory?
5.Chcesz sprawdzić czy Twoje kosmetyki są świeże? Możesz to tu uczynić :)
6.Lubisz malować albo podziwiać czyjeś makijaże? Ta strona jest dla Ciebie:)
7.Wybierasz się w góry? Zobacz warunki na żywo!
8.Cudne zdjęcia i smakowite przepisy.
9.Porady, ciekawostki, czyli to co kobiety lubią najbardziej:D
10. Niewiarygodne historie, które mrożą krew w żyłach!


Uff.. i o to pierwsza 10 :) Co przykuło Waszą Uwagę?:)

środa, 28 stycznia 2015

Kolejny wywiad ze mną :)

Witajcie :) 
Dziś przychodzę do Was z kolejnym LBA :). Tym razem nominowała mnie szalona jak ruda z teledysku Czadomena Kamilka :D. Zapraszam na jej bloga klik. 
A teraz przejdźmy do pytań :)

 1. Gdybyś miała możliwość cofnięcia czasu co byś zrobiła ze swoim życiem? 


Hmm... Czy ja bym coś zmieniła? No na pewno jest dużo takich rzeczy. Przede wszystkim nie traciłabym czasu na osoby, które nie są tego warte. Nie poszłabym też do technikum tylko do liceum:). Wcześniej bym skończyła i by było z grzywki :). Nie zafarbowałabym też włosów nigdy. Ciesze się, że wracam powoli do naturalnego koloru:), Reszta jest ok:) Mimo tego, że popełniłam wiele błędów  nie żałuję swojego życia:)
 
2. Romans czy horror? A może jakiś inny rodzaj ulubionych typów filmów? 


Lubię i romanse i horrory:D. Ale i to i to wolę oglądać z kimś. Jednak mimo wszystko najlepszym gatunkiem jak dla mnie są filmy dokumentalne i historyczne. Uwielbiam. Najbardziej interesuje mnie tematyka II Wojny Światowej. Wiem, że dla niektórych to nudne i bez sensu, ale ja lubię i chętnie wracam do swoich ulubionych filmów. Wczoraj obejrzałam film dokumentalny o wyzwoleniu obozu 'Ciemności skryją ziemię'. Tragiczny, wzruszający, sceny naprawdę drastyczne. Oglądałam masę filmów nt. obozów, ale żaden mną tak nie wstrząsnął jak ten.

 
3. Przenosisz się nagle do krainy fantazji. Kim jesteś i co robisz? :D 









Laska, ja nawet się boję myśleć, jaką Ty miałaś krainę fantazji na myśli:D. A tak na poważnie to chciała bym być sławną wizażystką i malować gwiazdy o!:)


    

  

  4. Taniec czy podpieranie ściany (wiadomo, żeby na nikogo nie spadła ;))? 


Nie ma podpierania ściany! Uwielbiam 'dęsić'. Czasem się zastanawiam, po co ktoś idzie na imprezę, jak cały wieczór stoi i się gapi? No nie ogarniam:D. Uwielbiam tańczyć. Zawsze i wszędzie. To czy mi wychodzi to inna sprawa:D. Ale skoro śpiewać każdy może, to chyba tańczyć też nie?:D
 
5. Ulubiona piosenka? 


Jest ich mnóstwo! Naprawdę. Kocham muzykę. Uwielbiam ten moment, kiedy zakładam słuchawki i jestem tylko ja i muzyka. Nikt mi nie przeszkadza, odłączam się od świata i żyję tylko tą piosenką. Aktualnie u mnie od kilku dni gości piosenka, która od pierwszej chwili mnie oczarowała :)




6. Kapcie czy skarpetki? Czyli ulubione obuwie po domu. ;)


Nie podaję źródła, bo to moje bamboszki:D. A co do pytania, najlepiej się czuję bez skarpetek i bez butów;D. Tak, tak, wiem, że to niezdrowe dla stóp, ale po prostu tak się przyzwyczaiłam już:). Te kapcie zakładam tylko wtedy, jak jest już naprawdę ekstremalnie zimno :D. 

7. Nowy lakier, nowa szminka czy nowe kolczyki? 



Wiadomo, że szminka :) W sumie dla mnie to logiczne jak 2+2 :D. A jeszcze jakby mi ktoś chciał teraz sprawić nową szminkę 'burżuła ruż edyszyn welwe', to cieszyłabym się jak dziecko:D. Lakierów mam za dużo(zresztą i tak nie lubię malować paznokcie),a kolczyków praktycznie w ogóle nie noszę :)

8. Randka pod gwiazdami czy w restauracji?


Uwielbiam randkować :) Jak każda kobieta :). Ostatnio postawiłam na aktywność, więc randka pod gwiazdami była by idealna ;). Co prawda jest zima, u mnie dużo śniegu i bardzo zimno, ale to dodatkowy pretekst do przytulenia się, że niby nam zimno :D. Restauracja jest zbyt oficjalna jak dla mnie :)

 
 9. Blog dał mi...? 


Jeju, tu mogłabym pisać sto lat! Dał mi niesamowitą radość, stał się moją pasją, dodał mi pewności siebie! Poznałam tu wielu ciekawych ludzi, z którym utrzymuję kontakt również poza blogiem. Ogólnie wydaje mi się, że założenie blog było bardzo dobrą decyzją :) Każdemu polecam:) Spróbować warto, a jak nie wyjdzie to zawsze można zrezygnować prawda?:)


10. Pasja z dzieciństwa? 


Haha sama nie wiem:D Wydaje mi się, że moją pasją największą było zbieranie karteczek. Ile miałam segregatorów i tych głupot wszystkich to jeden Pan Bóg wie:D Na szczęście należę jeszcze do pokolenia, gdzie internet to był wyraz obcy i 90% czasu spędzałam na polu ze znajomymi :)

 
11. Tysiąc pomysłów na minutę czy rozważna kalkulacja? Jaka jesteś?


Ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie :) Czasem wszystko robię spontanicznie, a czasem analizuję 100 000 razy. Wydaje mi się, że to zależy od wagi podejmowanej decyzji. A jaka jestem? Wydaje mi się, że obrazek wyżej mówi wszystko o mnie :)



Jeżeli ktoś jest chętny, zapraszam do odpowiedzi na w/w pytania, a Kamilce dziękuję za nominację i przepraszam za opóźnienie w odpowiedzi :D.

wtorek, 27 stycznia 2015

Garlic/Der Knoblauch/чеснок/ail, czyli porozmawiajmy o Czosnku.

Witajcie.

Zgodnie z wczorajszą zapowiedzią przychodzę do Was dzisiaj z pierwszym produktem, który znalazł się na liście 'Naturalnie?Czemu nie!'. Zapewne zastanawiacie się  dlaczego akurat wybrałam czosnek. Pewnie większości z Was kojarzy on się z wampirami. Podobno je odstrasza:D. Nie wiem, nie jestem wampirem (chyba:D). 
Jak byłam dzieckiem i byłam przeziębiona, to często słyszałam 'Zjedz czosnek'. Człowiek młody, głupi jadł, cierpiał, ale potem nie żałował. Przeziębienie coraz mniej dokuczało. Z wiekiem zaczęłam patrzyć na czosnek nie jak na wroga, tylko jak na naturalny antybiotyk. No ok, śmierdzi, nie oszukujmy się. Nie polecam go też jeść przed randką (no chyba, że chcecie odstraszyć potencjalnego kandydata). Smakuje też raczej przeciętnie. Nie można go za bardzo z niczym połączyć na kanapce. Ostatnio właśnie byłam chora i stwierdziłam "O może sobie zrobię kanapkę z czosnkiem, w chlebie go będzie mniej czuć". No ale mądra ja polałam jeszcze ten czosnek sosem czosnkowym, ketchupem i trochę majonezu dodałam. Nie pytajcie już o nic więcej. Koniec końców przeziębienie zniknęło:D.
Chcę Wam przedstawić również inne zastosowanie i właściwości czosnku. Może uda Wam się zaprzyjaźnić :).






Co zawiera CZOSNEK?

 Czosnek, to powszechnie znana i uprawiana w Polsce roślina lecznicza i przyprawowa. Jest bogaty w składniki mineralne, zawiera m.in.: wapń, mangan, żelazo, cynk, fosfor, chlor, jod, kwas nikotynowy oraz witaminy: B1, B2, CCzosnek to w większości woda (60%) oraz węglowodany (33%). Ilość, jaką przeważnie zjadamy (ok. 5 g), dostarcza nam jedynie 7 kcal. W czosnku znajdziemy olejki eteryczne oraz lotne. Zmiażdżony, świeży czosnek wydziela alicin, substancję, która posiada działanie silniejsze niż popularne antybiotyki: penicylina czy tetracyklina (!)


CZOSNEK, a zdrowie.

1.Czosnek jest pomocny w obniżaniu poziomu cholesterolu i ciśnienia krwi, rozpuszczaniu zakrzepów. Przyczynia się więc do zapobiegania chorób serca.
2. Jest silnym antyoksydantem, stymuluje system immunologiczny, przyczyniając się do zapobiegania nowotworom.
3. Codzienne spożywanie ząbka świeżego czosnku może zmniejszyć ryzyko wystąpienia raka piersi, przełyku, jelit i prostaty.
4.Czosnek koi  bóle głowy i ułatwia zasypianie. 
5. Znany ze swojego silnego działania antybakteryjnego jest w stanie zwalczyć wiele infekcji układu pokarmowego i pokonać zagrażające mu bakterie i pasożyty.
6. Regularnie spożywany czosnek znacznie wpływa na pracę układu trawiennego. Przyspiesza wydzielanie żółci, usprawnia pracę jelit.
7. Picie nalewek z czosnku pomaga także w leczeniu stanów zapalnych pęcherza moczowego.
8. Powoduje łatwiejsze odkrztuszanie zalegającej wydzieliny i zmniejsza pojawiające się uczucie duszności.
9. Zwalcza grzyby i wirusy


CZOSNEK, a uroda.

1. W razie problemów z trudno gojącymi się urazami skóry, wypryskami, czosnek można stosować w formie toniku do smarowania skóry. Do sporządzenia takiego toniku odkażającego potrzebnych jest kilka główek czosnku, szklanka oleju roślinnego lub oliwy z oliwek i kilka kapsułek witaminy E. Czosnek należy zmiażdżyć i w oliwie lub oleju trzymać w szczelnym naczyniu przez kilka tygodni. Po tym czasie dodaje się witaminę E z kapsułek, miesza i eliksir dla skóry gotowy. 
2.Gdy skóra jest znacznie uszkodzona i pojawiają się stany zapalne, ropienie, z czosnku należy wykonywać okłady. 


Kiedy CZOSNEK szkodzi?


1.Czosnek nie może znajdować się w diecie matek karmiących piersią i nie można go podawać dzieciom do 1 roku życia. 
2. Osoby przyjmujące leki przeciwzakrzepowe nie mogą jeść czosnku, nasila on ich działanie.
3.Czosnek nie powinien także widnieć z menu osób chorych na nerki, na schorzenia żołądka, jelit, chorujące  na zapalenie płuc.
4. Zbyt duże dawki czosnku mogą się przyczynić do uszkodzeń wątroby.



Jak pozbyć się przykrego zapachu CZOSNKU?

1.Żucie zielonej natki pietruszki lub goździków (w ilości około dziesięciokrotnie większej niż czosnku),
2.zjedzenie łyżeczki miodu, jabłka, ziarnka palonej kawy,
3.popijanie jogurtem lub mlekiem,
4.popijanie czerwonym winem



Źródło:
Klik 
Klik 
klik 


Lubicie czosnek? Macie jakieś sprawdzone przepisy?
Używacie go w kuchni :)?

.

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Nowa seria na blogu !

Witajcie:)
Pomysł zrodził mi się pewnego dnia w czasie sesji, kiedy nie chciało mi się już uczyć i robiłam wszystko żeby tylko odejść od notatek. Niestety na jego zrealizowanie musiałam poczekać. Przemyśleć tematy, rozłożyć harmonogram, ale dziś już wszystko ogarnęłam, przygotowałam i opowiadam o co chodzi. 
Ostatnio w moje ręce wpadła fajna książka 'Truskawki z Szamponem'. Opowiada ona o pracy dziennikarki urodowej. W pewnym momencie pada tam zdanie, że w dzisiejszych czasach już nikt nie pamięta o tym, że niektóre składniki mają zbawienny wpływ na naszą urodę i zdrowie. Po głębszym zastanowieniu doszłam do wniosku, że to prawda. Jeżeli chcemy poprawić swój wygląd- kupujemy kosmetyki, jeżeli chcemy wyzdrowieć- idziemy do lekarza. Logika jest prosta. W związku z tym, postanowiłam przez 5 tyg. we wtorek opisywać Wam jeden ze składników łącznie z pozytywnymi skutkami, które przynosi naszemu organizmowi. 


Jeżeli ktoś z Was chciałby dołączyć i miałby dla mnie jakieś ciekawe artykuły o produktach w/w, możecie mi podsyłać swoje propozycja na maila:goralka18@o2.pl  :)



sobota, 24 stycznia 2015

Jesteś na diecie ? Kup se woska !

Witajcie :)
Dziś skończyłam sesję. Przynajmniej mam taką nadzieję. Napisałam ostatni egzamin i do zobaczenia w czerwcu:). Jeżeli ktoś z Was jeszcze zdaje, to trzymam kciuki mocno mocno!:)

Tematem dzisiejszego posta jest wosk, ale to nie byle jaki wosk. Wosk, który NIE POMAGA w odchudzaniu. A dlaczego? Zaraz Wam opowiem :)



Jestem kobietą, a co za tym idzie? Jestem na wiecznej diecie. Śnią mi się ciastka, ciasteczka, lizaczki i takie inne hocki-klocki. No niestety, chcesz być chuda, to cierp. Ale nie o odchudzaniu dzisiaj, tylko o wosku. Na nową świąteczną serię napaliłam się jak szczerbaty na suchary. Są i fajne woski z tej serii i nie fajne. Ten wpisuje się w tą pierwszą kategorię. Już sama nazwa zachęca do zapalenia. Skrzydełka anioła:). Po nazwie nie spodziewałam się niczego. Cięzko mi było odgadnąć co i jak nawet po przeczytaniu informacji od producenta. 

Wyczuwalne aromaty: wata cukrowa, płatki kwiatów oraz kremowa wanilia.

Na początku dałam sobie trochę za dużo wosku do kominka i aż rozbolała mnie głowa i dostałam zgagi, tak słodko było. Odpowiednio dozowany pachnie przepięknie ! Jak jakieś maślane ciasteczka. Nie przydaje się podczas diety, bo ślinka cieknie jak go palisz, a wiesz, że nie możesz go zjeść:). Ostrzegam jednak jeszcze raz przed aplikacją, bo jak dacie za dużo to jest masakra :)


piątek, 23 stycznia 2015

Czy 'hepi tajm', to rzeczywiście 'hepi tajm'?

Hej hej :)
Pewnie większość z Was zaczyna weekendowanie?:) Zazdroszczę :). U mnie jeszcze ostatni (mam nadzieję:)) weekend męczarni, a potem w końcu zasłużone ferie!:)

Dziś chciałabym zaprezentować Wam produkt, który wybrałam totalnie przez przypadek. Bez zastanowienia, bez przeczytania wcześniej recenzji o nim nic, a nic. Po prostu potrzebowałam jakiejś odmiany. Miałam już dość 'oesów', 'isan'. Nie chodzi o to, że ich nie lubię. Bo lubię bardzo. Zresztą nawet ostatnio Wam pisałam o żelu z isany. Chciałam jakiejś odmiany. Myślałam o Dove albo o Nivea. Wybór padł na nivea i nie żałuję. 


Kupiłam żel, przyniosłam do domu i właśnie wtedy przypomniałam sobie o tej porażce, której też byłam 'szczęśliwą' posiadaczką... Kojarzycie ten żel do zmywania? Pomyślałam sobie, że jak ten też będzie taki, to już NIGDY więcej żadnych produktów tej firmy. 
Opakowanie plastikowe, szata graficzna nie jest jakaś wyjątkowa, ale mimo wszystko ma w sobie coś, co przyciąga. Nie wiem, może dlatego to tak u mnie działa, bo jestem uzależniona u pomarańczy:D.  Logo nivea, seria 'happy time', poza tym informacja o zapachu i to by było na tyle z tej strony. Zamknięcie to typowe 'klik'. Lubię taką formę w żelach.


No i przejdźmy do sedna. Konsystencja żelu jest typowo kremowa. Myślałam, że to znowu bajka, czy jak ktoś woli 'chwyt marketingowy'. Kolor biały. Zapowiada się ciekawie prawda? A wiecie co jest najlepsze? ZAPACH! Niesamowity, taki mega pobudzający, lekko kwaskowaty, ale też słodki. Nie duszący, utrzymuje się na skórze, wypełnia całą łazienkę. Super nawilża co najważniejsze. Na dobrą sprawe nawet przy mojej mega suchej skórze nie jest konieczne użycie balsamu. Nie wysuszył mnie ani nie podrażnił. Pieni się bardzo fajnie nawet przy niewielkiej ilości. 


Jak dla mnie ideał i na pewno do niego wrócę jeszcze nie jeden raz:)

CENA:ok 12zł/250ml
OCENA:5



Lubicie żele Nivea?:)
Co mi możecie polecić?:)

czwartek, 22 stycznia 2015

3x tak, czyli o trzech produktach, które skradły moje usta:)

Hej hej :)
Ludzie błagam zróbcie coś żeby już był poniedziałek. Już nie mogę patrzyć na te wszystkie tezy (nieopracowane zresztą), zagadnienia i czekać na wyniki egzaminów. Normalnie skreślam dni do lutego!
Dziś w ramach zrelaksowania się  chcę Wam przedstawić moich trzech ulubieńców w kategorii 'usta'. Jest ich oczywiście zdecydowanie więcej, ale dziś zdecydowałam się na prezentację trzech, które stanęły na podium. Są to dość popularne firmy, więc wydaje mi się, że większość z Was je zna albo chociaż kojarzy.


Nie jestem zwolenniczką drogich kosmetyków. Wiem, że czasem warto zapłacić więcej ze względu na jakość, ale ja tak często lubię zmieniać kolory, że nie wyobrażam sobie w swojej kolekcji mieć np. 5 szminek z MAC'a. Szukam zazwyczaj tańszych i w miarę dobrych zamienników. Po prostu, przeglądam stronę MAC'a, czy innych drogich firm, wybieram kolory, a potem szukam podobnych w drogeriach. Żadna z pomadek, które znajdują się na zdjęciu wyżej mnie nie zawiodła. Ba! Można powiedzieć, że mają jedyną wadę-trwałość. I wcale nie byle jaką trwałość! Zmycie różowej szminki z VIPERY graniczy z cudem, ale o tym za chwilę.


MIEJSCE III

Golden Rose, Golden Rose, Golden Rose. Lubię ich kolorówkę. Cienie do powiek, szminki. Jak dla mnie to absolutne perełki. Niestety ostatnio zawiódł mnie ich lakier do paznokci, ale nie o tym dziś. Zresztą jak ktoś chce się dowiedzieć więcej na ten temat, to zapraszam na filmik tu.
Pomadkę zakupiłam na konkurs bodajże do Maxineczki, gdzie warunkiem obowiązkowym było użycie jakiegoś produktu z GR. Wcześniej nie miałam do czynienia z tymi produktami, ale po zapoznaniu się z tą szminką, zaopatrzyłam się w kolejne tej firmy. Opakowanie na początku wyglądało na luksusowe. 'Złote' napisy dodawały smaczku, ale jak widzicie już są niewidoczne:D. 

 Kolor jest trudny do zdefiniowania. W opakowaniu wyglądał inaczej, a na ustach jeszcze inaczej. Jest to taki hmm... brudny róż? Matowy, bez drobinek. Nie wysusza ust, a tego się bałam bo dla mnie w zimie wysuszenie ust to zabójstwo. Niestety trwałość nie jest tak dobra jak w przypadku pozostałych pomadek. Trzyma się może max 3h? I nie ma żadnego problemu ze zmyciem. Łatwo się rozprowadza. Bałam się, że jak to jest mat, to będzie toporny i tępy, ale nic takiego nie ma miejsca. 


 Wydaje mi się, że najlepiej się czuję w różu i też ta pomadka najczęściej gości na moich ustach.


MIEJSCE II
  

Czerwień. Kolor niesamowicie seksowny, ale kontrowersyjny. Nie każda z nas jest przyzwyczajona wyjść w takich mocnych ustach na miasto. Ja nie mam z tym problemu. Dlaczego? A no dlatego, że lubię czerwień :). Ta szminka jest dla mnie TOTALNYM zaskoczeniem. Nie kupiłam jej tylko znalazłam w domu jak robiłam porządki. Prawdopodobnie to jakiś nabytek mamy. Opakowanie jest plastikowe, ale na szczęście nigdzie mi nie pękło ani nic. Nie wygląda jakoś wybitnie elegancko. Nie wiem czy bym zwróciła na niego uwagę w sklepie. I to jest właśnie mój błąd. Czasem nie umiem dać szansy produktom, które nie zaskakują mnie opakowaniem. 


Kolor to naprawdę klasyczna, seksowna czerwień. Bez żadnych drobinek. Nie jest to ani mat, ani retro mat. Nie wysusza ust. Jeżeli chodzi o trwałość jest nie do zdarcia. Niesamowicie trwała! Problem występuję w momencie zmycia. Płyn do demakijażu, mleczko... Koniec końców działa mydło:D. Podobno istniało przekonanie, że czerwień najlepiej pasuje do brunetek, a ja Wam zaraz udowodnię, że blondynki też wyglądają w niej super;). 



Szminka przypadła mi do gustu niesamowicie. Ostatnio zachciało mi się trochę 'pinapowania' o czym Wam pisałam tu, i ten kolorek spasował mi idealnie :)

Niestety nie powiem Wam gdzie można ją zakupić, bo nie mam pojęcia.


MIEJSCE I


I znowu Vipera :). Spodziewałby się ktoś, że ta firma ma naprawdę tak mega dobre szminki. Ja przyznam się, że nie :). Kolejny raz znalazłam tą szminkę u mamy. Akurat udało mi się na nią natrafić, kiedy pojawił się 'bum' na neonowe usta. Opakowanie plastikowe, bardzo dziewczęce. Niewątpliwie uroku nadają mu te malutkie kwiatuszki. Wiem, może jestem infantylna, ale cieszą mnie takie rzeczy. 


 Kolor tak jak wspomniałam to niesamowicie neonowy, intensywny róż. Dla mega odważnych kobiet, ponieważ strasznie rzuca się w oczy. Nie zawiera żadnych drobinek, ma kremową konsystencję, łatwo się rozprowadza. Na niesamowity szacunek zasługuje trwałość. Jak żyje nie miałam tak trwałej pomadki! Ona dosłownie wtapia się w usta i niczym się jej nie da zmyć! Można jeść, pić, a ona nie schodzi!. Nie wysusza ust.  Jak dla mnie jest ideałem! Wymaluje się nią rano, wracam z uczelni do domu, a wszystko jest na swoim miejscu :) Takie opcje to ja lubię :).



A na ustach wygląda tak, moim zdaniem idealny kolor dla blondynki:).

 
I na koniec swatche wszystkich trzech cudeńek :).




I który kolor Wam się podoba :)?

środa, 21 stycznia 2015

Kraina mlekiem i miodem płynąca.

Witajcie :)
Chyba wszyscy znają produkty Isany. Tanie, dobre, ale dostępne tylko w Rossmanie (chyba). Miałam już kilka zapachów i wersji żeli pod prysznic. Za co je lubię? Przede wszystkim za cenę i za możliwość wyboru naprawdę różnych zapachów. Ten żel wzięłam w sumie przez czysty przypadek. Poszłam po serię z bałwankiem, bałwanków nie było, więc sama zostałam bałwankiem i stwierdziłam, że miód i mleko, to dobre rozwiązanie na zimę. Jak to się sprawdza w praktyce?




Opakowanie:

Standardowe, typowe dla żeli z tej firmy. Plastikowe, poręczne. Szata graficzna nie porywa. Plaster miodu i odrobina mleka. Kolorystyka opakowania również nawiązuje do zapachu produktu. Większość informacji jest umieszczone po niemiecku. Na dole standardowo logo Rossmanna. 
Naklejka nie odkleja się, czego ja osobiście nie cierpię. Zamknięcie to typowe 'klik'. Dozownik jest odpowiedni. Nie zatyka się ani nie zapycha. Opakowanie jest na tyle wygodne, że nawet możemy je przeciąć aby wydobyć resztki produktu. Z tyłu opakowania została umieszczona informacja od producenta oraz skład. 



Zapach:

Mimo tego, że moje studia uczą mnie, że firmy stosują różne triki marketingowe, ja wciąż się na nie nabieram. Cóż, jestem tylko kobietą :). Kolejny raz uległam i uwierzyłam, że miód i mleko, to miód i mleko. Może to nie jest rzeczywiste odwzorowanie miodu i mleka, ale zapach jest rzeczywiście bardzo fajny:). Słodki, ale nie za słodki. Nie wyczuwam chemii, utrzymuje się na ciele i wypełnia łazienkę. Nie wiem czy Wy też tak macie, ale mnie to strasznie odpręża.
Działanie:

Tak, jestem oszczędna. Oszczędna, ale nie skąpa. Szukam tanich rozwiązań bo po co przepłacać?
Żele isany zawsze były w mojej 'TOP 5' produktów, które warto mieć. Ten żel mnie nie rozczarował. Bardzo dobrze się pienił. Wystarczy nie wielka ilość żeby spokojnie wziąć prysznic. Nie wysusza mojej skóry,a  uwierzcie, że ja muszę na to niesamowicie uważać. Nie podrażnił mnie, ani nie uczulił. Mimo tego, że jest taki tani nie widzę w nim wad. Również jeżeli chodzi o wydajność, nie mam mu nic do zarzucenia. Jedyne co, to producent mógłby trochę popracować nad szatą graficzną bo przyznam szczerze, że gdybym nie poznała tych produktów dzięki blogosferze, to raczej bym po niego nie sięgnęła, a to byłby błąd:)

CENA:ok 4zł/300ml.
OCENA:5 !

Lubicie produkty Isany?
Jakie macie ulubione zapachy?:)