czwartek, 31 marca 2016

Trójkąty i kwadraty...

Cześć!
Co tam u Was słychać? Znowu pogoda dziś rozpieszcza! Wczoraj już wyciągnęłam balerinki, ale super uczucie! Mam nadzieję, że taki stan utrzyma się jak najdłużej, bo naprawdę kocham wiosnę jak najmocniej się da!
Dziś przychodzę do Was z kolejnym naszyjnikiem, który dostałam w ramach współpracy z firmą Dresslink. Jeżeli jesteście ciekawi jak się sprawdza i co mnie w nim najbardziej denerwuje, serdecznie zapraszam na post.


Naszyjników i ozdób nigdy za wiele:). Oprócz właśnie wspomnianych wyżej balerinek, postanowiłam też ubrać wczoraj sukienkę, którą zakupiłam ostatnio w Mega Brand Shop. Jeżeli jesteście ciekawi co jeszcze upolowałam i jak prezentuje się sklep, zapraszam tutaj. Jak wiadomo, do tak pięknej sukienki musiałam dołożyć jeszcze coś, żeby się wyróżniać jeszcze bardziej. Pomyślałam, że czarny naszyjnik idealnie się z nią skomponuje. Dlaczego go wybrałam? Wydawał mi się taki prosty, ale elegancki. Przykuwający uwagę, ale nie bazarowy. Nie pomyślałam niestety o jednej rzeczy, która niesamowicie mnie w nim wkurza...


Na zdjęciu tego nie widać, ale te pojedyncze elementy w trakcie ruchu, chodzenia, obracają się na drugą stronę... spoko jak to zauważę, ale jak tego nie kontroluję i chodzę z obróconymi trójkątami np. to trochę słabo wygląda. Zapięcie jest spoko, podobne jak w poprzednim naszyjniku. Tu również możemy decydować, czy chcemy mieć dłuższy pasek, czy krótszy. Biżuteria jest pozłacana, ale nie uczula mnie ani nie barwi szyi. Ogólnie jestem bardzo zadowolona, tylko niesamowicie denerwuje mnie fakt tych obracających się elementów!




Jeżeli możecie, to poklikajcie w linki.
Kolejnym razem zamówię coś dla Was!:)
 
 Podoba Wam się?:)

 

środa, 30 marca 2016

Trójka wspaniałych :) Jak pachnie La Vie Est Belle, Lady Million i Fuel For Life?

Hej witajcie :)
Jeju, jak ja kocham taką pogodę jak jest dziś! No dosłownie żyć nie umierać! Wstajesz rano, patrzysz na termometr, a tam 16'C.. Lepiej być nie może <3
Dziś przychodzę do Was z 3 testerami perfum, które dostałam w ramach współpracy z firmą Perfumik.
Jak każda kobieta kocham perfumy, więc nie mogłam sobie odmówić przyjemności testowania kolejnych zapachów. Jak się u mnie sprawdziły i czy wybieranie perfum przez internet to dobry pomysł?


Jestem kobietą, więc lubię wszystko co pięknie pachnie. Mimo tego, nie gustuję jakoś w drogich perfumach. Ilekroć wąchałam w perfumeriach jakieś zapachy powyżej 100 zł. to za każdym razem stwierdzałam, że są one dla mnie za mocne, za ciężkie. Jestem miłośniczką zapachów świeżych, kwiatowych. Nie lubię, jak zapach  który mam na sobie jest duszący i ludzie się ode mnie odsuwają, bo nie da się go znieść. Może to wyda się dziwne, ale jakbym miała wybrać trójkę perfum, które najbardziej przypadły mi do gustu od czasu mojej przygody 'perfumowej' to:

- Perceive
- La rive, ale tylko żółty
- Kobako Bourjois

Teraz było mi trudniej coś wybrać z prostej przyczyny... nie wiedziałam jak one pachną. Musiałam się kierować tylko opisami, ale dałam radę. 


Mogłam sobie wybrać 2-3 zapachy. Postanowiłam, że 2 wybiorę dla siebie, ale żeby sprawdzić jak pachną też męski perfumy postanowiłam wybrać jeden dla mojego M. Warunek był jeden , że on sobie sam wybierze zapach. Przeglądając nazwy perfum na stronie stwierdziłam z przykrością, że osobiście nie znam żadnego zapachu. Wybrałam te zapachy, które są dość popularne i ich nazwy kiedyś obiły mi się o uszy. Ważne również było dla mnie to, żeby mieściły się one w kategorii świeżej, kwiatowej lub owocowej.



Pierwszy zapach jaki wybrałam to Lancome La Vie Est Belle. Pewnie zapytacie dlaczego? A no z prostej przyczyny :) W języku polskim nazwa tego zapachu znaczy Życie jest piękne. Czy można wymyślić piękniejszą nazwę dla perfum? Wydaje mi się że nie. Według opisu na stronie, perfumy można uplasować w kategorii Słodko -kwiatowej. Ciężko mi opisywać zapachy, ale przyznam, że zupełnie inaczej sobie wyobrażałam ten zapach. Nie mogę powiedzieć, bo jest on naprawdę ładny, ale ja go kojarzyłam z czymś bardziej dziewczęcym, kobiecym, delikatnym, ale również ulotnym, bo  życie niestety takie jest. Tu mamy do czynienia z dość mocnym, konkretnym zapachem, w którym bardzo wyczuwam mięte. Niesamowicie kojarzy mi się on z zapachem firmy NIKE, który zawsze utożsamiałam ze sportem,ruchem i aktywnością.
Jest bardzo trwały, na ciele po psiknięciu się nim rano, wyczuwam go spokojnie do godziny 18-19. Na ubraniu można go czuć nawet kilka dni. 

Dla kogo: Dla kobiety silnej, zdecydowanej, niezależnej. Takiej, która lubi ruch i aktywność.
Cena: 15 zł/ 33 ml



Następnym zapachem na który się skusiłam jest Paco Rabanne Lady Million. Tu motywacja do jego zakupu była tak głupia, że aż śmieszna :D. Po prostu podobała mi się strasznie reklama i niesamowicie zapadła mi w pamięć, kiedy narratorka mówi: 'Lejdi miljon baj pako raban' :D. No tak sobie to wkręciłam w głowie, że musiałam je mieć. Jak pachnie? Zdecydowanie można poczuć się jak Lady Million:). Zapach jest niesamowicie mocny, trwały i zdecydowany. Według opisu należy on do kategorii kwiatowo-drzewnej i ten opis jest zdecydowanie trafiony. Wyczuwam w nim bardzo silną, dominującą nutę, której niestety nie mogę nigdzie przypasować. Podobnie jak jego poprzednik jest trwały. W tej kwestii nie mam mu nic do zarzucenia.

Dla kogo: Dla kobiety eleganckiej, pewnej siebie i takiej, która lubi robić wrażenie.
Cena: 15zł/ 33 ml 




I tak jak zapowiadałam Wam wcześniej, ostatni zapach postanowiłam podarować mojemu M. Nie umiałabym mu sama wybrać, więc bardzo się ucieszyłam, kiedy postanowił wziąć sprawę w swoje ręce. Po opisie nie wiedziałam dlaczego go wybrał, bo ja pewnie postawiłabym na coś innego. Kiedy perfumy były u mnie to już wiedziałam... To był zapach początku naszego związku! Mowa o Diesel Fuel For Life. Oczywiście tłumaczenie na język polski jest bardzo proste. Wydaje mi się, że właśnie miłość jest takim paliwem do życia :) Nie będę obiektywna opisując te perfumy, bo po prostu kojarzą mi się one z naszymi początkami i jestem w nich zakochana :).Według producenta jest to kategoria cytrusowo drzewna.

Dla kogo: Dla mężczyzny, który nie boi się życia i  zrobi dla swojej kobiety wszystko.
Cena: 15zł/ 33 ml

Perfumy przychodzą do nas w trybie ekspresowym, kurierem, zapakowane bardzo dokładnie. Oprócz zapachów dostajemy kartkę z numerami i nazwami perfum oraz kartonowe opakowania, którymi zabezpieczone są perfumy. 
Jestem niesamowicie zadowolona z tych perfum. Mogę polecić każdemu, kto nie znalazł swojego ulubionego zapachu, a chcę poznać w końcu coś, co przypadnie mu do gustu. Wydaje mi się, że 15zł/33 ml to groszowe sprawy.


Znacie te perfumy? Jakie są Wasze ulubione?

wtorek, 29 marca 2016

Pozłacane, eleganckie kolce od Dresslink.

Witajcie ;)
Jak po świętach? My już w domku, a ja zaraz wybieram się do pracy. W sumie nie chce mi się niesamowicie :D. Zdecydowanie wolę jak mam pierwszą zmianę, bo o tej porze jestem już w domu. Dziś przychodzę do Was z notką, w której opiszę i przedstawię naszyjnik, który dostałam z  Dresslink. Jeżeli jesteście ciekawi czy jestem z niego zadowolona, serdecznie zapraszam na notkę.


Lubię takie rzeczy, ale nie lubię przepłacać :) Uważam, że drobny dodatek w stylizacji może ją ulepszyć, sprawić, że o wiele lepiej wygląda. Wiedziałam, że jak uda mi się nawiązać współpracę z jakąś zagraniczną firmą, to na pewno zamówię pędzle i właśnie jakiś naszyjnik. Długo oglądałam, ale jak zazwyczaj w takich sytuacjach jest, nic  nie mogłam znaleźć. Jak nie szukałam, było pełno fajnych rzeczy, a jak chciałam znaleźć, to nic mi się nie podobało. Koniec końców zamówiłam dwa, ale o tym drugim opowiem Wam jutro.


Dlaczego zdecydowałam się akurat na ten? Wydawał mi się fajnym rozwiązaniem zarówno do eleganckiego, jak i sportowego ubrania. Do delikatnej stylizacji i bardziej rockowej. Troszkę żałowałam, że nie było go w srebrnym kolorze ale cóż, ten też prezentuje się pięknie;) Delikatne kolce mają dość specyficzny dźwięk podczas ich dotykania, ale spokojnie, nie wydają dźwięku jak w nich chodzimy ani nic :). Elementy doczepione są do łańcuszka bardzo dobrze, ale denerwuje mnie to, że czasem zdarza się im obrócić i trzeba to poprawiać. Nie jest to znowu jakiś wielki minus, przez który musiałabym skreślić naszyjnik.


Zapięcie jest solidne i nie ma obaw, że zgubimy naszyjnik. Możemy zadecydować na którym 'poziomie' biżuteria ma wisieć. Możemy podciągnąć ją maksymalnie do szyi albo sprawić, że będzie swobodnie zwisała. Ja wybieram zazwyczaj ten drugi wariant. Co najważniejsze, mimo, że jest to sztuczne zabarwienie naszyjnika, nie brudzi mi on szyi czego osobiście nie lubię. Nie spowodował również u mnie uczulenia ani mnie nie podrażnił. A tak wygląda w realu.




Jeżeli możecie, to poklikajcie w linki.
Kolejnym razem zamówię coś dla Was!:)
 
 I jak Wam się podoba ?:)

niedziela, 27 marca 2016

Szczoteczka do zębów? Pędzel do farby? No właśnie.. o co chodzi?:)

Witajcie :)
Moi kochani, może troszkę późno, ale jak zawsze szczerze życzę Wam spokojnych przede wszystkim i Wesołych Świąt Wielkiej Nocy! Jak je spędzacie? Jesteście w domu? U rodziny? Ja jak wiecie jestem u rodziców i czekamy na gości :) Jutro jedziemy do rodziców M. i w końcu w poniedziałek wracamy do domku :) Dziś przychodzę do Was z recenzją dziwnego pędzla (chociaż może raczej szczotki), która robi furorę ostatnimi czasy w internetach. Czy jest warta jakiegokolwiek rozgłosu?
Zapraszam na notkę.


Szczotkę widziałam już chyba wszędzie. U Hani, u Zmalowanej u Karoliny ze Stylizacji. Nie mogłam się doczekać, kiedy i mi uda się przetestować osławiony gadżet. Warto również dodać, że akcesorio pochodzi ze strony Dresslink. Tak jak napisałam we wcześniejszej notce o nieporęcznym pędzlu. Wiedziałam od razu, że jedyną rzeczą jaką kupię z tej strony będą pędzle. Im dziwniejsze, tym lepiej. W przyszłym tygodniu pojawi się na pewno filmik o tym 'ławkowcu', więc serdecznie zapraszam na kanał.


Nie wiem dlaczego, ale wydawało mi się, że pędzel jest dużo, dużo większy! Byłam pewna, że spokojnie użyję go do podkładu, ale niestety. Nie mam aż tyle cierpliwości, żeby 15 min nakładać podkład szczególnie rano, kiedy nie mam na to czasu. Postanowiłam więc wykorzystać go do aplikacji korektora. Dużo dziewczyn skarżyło się, że pędzel im się złamał. Po prostu odpadła ta główka od trzonka. Przyznam, że tutaj trzyma się bez zarzutów i nawet się nie wygina. Kolor czarny, do połowy lakierowany. Włosie jest niesamowicie sztuczne. Nie umiem Wam tego określić, ale jak się go dotyka, to czuję coś takiego jak plastik (?). Naprawdę nie wiem jak to opisać.


Aplikacja korektora to również dość 'śliski' temat. O ile nakładam go jeszcze punktowo na jakieś niespodzianki, to pędzel spoko daje radę. Natomiast jeżeli mam go rozetrzeć pod oczami, to o zgrozo!!! Skóra pod oczami jest mega cienka i wrażliwa, a ten pędzel po prostu ją naciąga. Żeby dobrze rozetrzeć produkt to muszę się nieźle dołożyć, a im bardziej się dokładam, tym bardziej czuję, że za chwilę mi wypadnie oko! Na szczęście tak jak wspomniałam wyżej, w przypadku punktowych zmian sprawdza się świetnie. Nie wyobrażam sobie nim nakładać podkładu, bo naprawdę szczotka jest za mała żeby się w to bawić.


Pędzel nie robi szału i nic mi nie urwał :) Jeżeli te drogie wersje tak samo działają jak ta, to ja podziękuję...

Jeżeli możecie, to poklikajcie w linki.
Kolejnym razem zamówię coś dla Was!:)


Znacie ten pędzel?
Jak się u Was sprawdza?:)


ODPOCZYWAJCIE KOCHANI!

sobota, 26 marca 2016

Małe, białe, nieporęczne

Witajcie!
Jak ostatnie przygotowania do świąt? Ja jestem u mamy i też działamy ostro. Udało mi się znaleźć chwilę czasu, więc piszę dla Was notkę o pierwszym pędzlu, który przetestowałam w ramach współpracy z firmą Dresslink. Jak się u mnie sprawdził? Czy kupiłabym go drugi raz?
Zapraszam na notkę!


Wiedziałam, że jeśli kiedykolwiek uda mi się współpracować z jakąś firmą tego typu, to zamówię pędzle. Jakoś nie mam przekonania do ich ubrań, ale tak samo do kosmetyków. Wiem, że przecież większość rzeczy jest wyprodukowane w Chinach, ale po prostu jak nie muszę czegoś kupować to nie kupuję. Pierwszą rzeczą jaką zamówiłam był pędzel, który wygląda dość specyficznie. Jak można zauważyć, ma bardzo krótkie włosie. 2-3cm? Nie więcej. Dosyć dziwnie komponuje się z tak długą rączką. Nie wiem czy widzicie to na zdjęciu, ale pędzel jest bardzo gruby, przez co staje się chcąc nie chcąc nie poręczny. Nie można mu jednak zarzucić tego, że gdyby nie zaburzone proporcje między włosiem a rączką, pędzel prezentuje się elegancko i bardzo ładnie. Lubię białe gadżety, a jak jeszcze gdzie nie gdzie wkomponowane jest 'złoto', to jest to moje ulubione połączenie.


Z pędzla wystawało baaaardzo dużo mikroskopijnych włosków. Nie odpadają one, ale śmiesznie o wygląda. Starałam się to uchwycić na zdjęciu, ale niestety mi się nie udało. Tak jak wspomniałam, pędzel jest bardzo nieporęczny. Ciężko się go trzyma i naprawdę, jeżeli chcemy dobrze rozblendować podkład, robimy to długo, to ręka może zaboleć. Powiem Wam, że nakładając nim podkład osiągamy naprawdę słabe krycie, a przy tym efekt maski. Dziwnie brzmi prawda? Chodzi mi o to, że nie zakryje nam blizn, pryszczy itd. a jak się przypatrzycie z bliska na twarz, to widać sporą warstwę podkładu. Słabo jak dla mnie...


Reasumując pędzel nie jest niczym specjalnym. Jak dla mnie jest nie wygodny, nie poręczny, ciężko się nakłada nim podkład i ciężko dostać dobre krycie. Jeżeli chcecie sprawdzić ile kosztował zapraszam tutaj.

Jeżeli możecie, to poklikajcie w linki.
Kolejnym razem zamówię coś dla Was!:)



Znacie ten pędzel?:)

środa, 23 marca 2016

Wygraj zestaw pędzli ZOEVA lub HAKURO!

Witajcie :)
Jako że nie długo będę obchodzić 3 urodziny bloga ( w sumie blog będzie obchodzić nie ja:)), postanowiłam zrobić Wam małą niespodziankę i sprezentować zestaw, o którym marzy każda z nas!
Do wygrania będzie jeden z poniższych zestawów pędzli ZOEVA lub HAKURO! Wybór należy do WAS!






Jedynym obowiązkowym warunkiem jest publiczne obserwowanie bloga i odpowiedź na proste pytanie: JAKI JEST TWÓJ ULUBIONY KOLOR? Każdy kto jest obserwatorem i odpowie na pytanie bierze udział w rozdaniu! Pozostałe warunki są absolutnie dodatkowe i dają Wam więcej losów, ale  nie musicie ich spełniać:). Nagroda będzie losowana między wszystkimi osobami które się zgłoszą.

REGULAMIN:
1. Sponsorem rozdania oraz organizatorem jestem ja, czyli właścicielka bloga Zakochana w kolorkach
2. Rozdanie trwa od 23.03.2016 do 13.04.2016
3. Wyniki postaram się podać w ciągu 3-5 dniu.
4. Nie ma możliwości wymiany nagrody na wartość pieniężną
5. Rozdanie odbędzie się jeśli weźmie w nim udział 100 osób
6. Zastrzegam możliwość do zmiany w regulaminie
7. Wysyłam tylko na terenie Polski!
8. Przyjmuje jedynie zgłoszenia w formie formularza.

POWODZENIA!:)

EDIT: Rozdanie wygrywa p. Agnieszka Jafernik! Mam nadzieję, że ucieszy się p. z wygranego przez siebie zestawu pędzli HAKURO
Proszę o kontakt w mailu: goralka18@o2.pl. Na zgłoszenie czekam do wtorku, po tym czasie losuję inną osobę.

Gratuluję!




Rozpieszczenie dla naszych ust i ich regeneracja po zimie.

Hej!
Jeju, nie mogę uwierzyć, że praktycznie od jutra zaczynają się Święta Wielkanocne! Niesamowicie szybko mi to przeleciało. Nie czuję jednak tej atmosfery, nie dekoruję mieszkania...jakoś nie mam inspiracji :). O ile na Boże Narodzenie miałam wszystko przygotowane, o tyle teraz nie mam żadnego pomysłu. W sumie święta spędzam u mamy, więc do domu wrócę praktycznie po nich:).
Dziś przychodzę do Was z produktem, który okazał się dla mnie niesamowitym ukojeniem praktycznie po moim drugim użyciu! Byłam w szoku i w sumie dalej jestem, bo gdyby mi ktoś to powiedział, to ciężko by mi było uwierzyć, że ten produkt naprawdę działa takie cuda! Jeżeli jesteście ciekawi o czym mówię i czemu aż tak się w nim zakochałam, zapraszam do czytania :).


Przyznam szczerze, że firmę NUXE kojarzyłam tylko i wyłącznie z olejkami do ciała i to tylko dlatego, że kilka razy mi się przewinęły na blogu i moja koleżanka mi o nich opowiadała. Sama nigdy wcześniej nie testowałam żadnych produktów z tej firmy. Bardzo się ucieszyłam, kiedy masełko wygrałam w rozdaniu u Ewelinki. Lubię testować nowości i chciałam się przekonać, co takiego ma w sobie ta firma, że dziewczyny ją tak bardzo lubią? 


Masełko, choć może bardziej balsam, znajduje się w okrągłym szklanym słoiku, zabezpieczonym kartonowym opakowaniem. Szata graficzna kartonika jest bardzo prosta, ale elegancka. Na opakowaniu znajdują się podstawowe informacje o składzie, pojemności, oraz kilka informacji od producenta. Szklany słoiczek jest dość ciężki, zakręcany zakrętką, na której widnieje korona (?) :)


Jeżeli chodzi o skład, to jak wiecie- nie mnie go oceniać. Na pewno rzuca się w oczy 'oil' praktycznie wszędzie. Z opisu producenta wynika, że możemy tam znaleźć również miód akacjowy, masło karite czy wyciąg z grejpfruta oraz że nie zawiera parabenów. Nie bijcie, ale praktycznie nigdy nie zwracam na to uwagi, czy jakiś produkt ma parabeny w składzie czy nie. Może dlatego, że nie robią mi one krzywdy? Albo może robią, a ja o tym nie wiem? Postaram się w sumie temu przyjrzeć, szczególnie jeśli chodzi o twarz. 


Konsystencja produktu wygląda na zbitą, ale jest tak miękka, że aż się zdziwiłam, jak wsadziłam palucha i praktycznie od razu dobiłam dna. Wystarczy minimalna ilość, żeby pokryć nasze usta, więc wydajność, to kolejny plus produktu. Zapach jest przepiękny! Kojarzy mi się z peelingiem do ust z Pat & Rub. Lekko cytrynowy, ale  z nutką słodkości. Naprawdę, połączenie idealne. 
Produktu zaczęłam używać po zimie, kiedy moje usta były naprawdę w opłakanym stanie. Miałam je tak zniszczone, że wokół nich zrobiła mi się praktycznie taka czerwona otoczka i chyba z tysiąc skórek. Używam na codzień matów, które niestety dodatkowo wysuszają usta. Posmarowałam na noc i rano już zauważyłam zmiany. Piekące zaczerwienienie praktycznie zniknęło! Po kolejnym użyciu zmniejszyła się również ilość skórek. Na chwilę obecną  nie wyobrażam sobie iść spać i go nie użyć. Po prostu, stał się moim uzależnieniem:)


Reasumując: jeżeli wszystkie produkty są tak dobre jak ten, to nie dziwię się, że kobiety tak szaleją za tym olejkiem. Jestem zakochana w tym masełku i na pewno kupię kolejne opakowanie!

Znacie produkty tej firmy?
Miała któraś z Was ten olejek?

wtorek, 22 marca 2016

Makijaż dla brunetki, czyli Smokey Eye wykonany na Asi;)

CZEŚĆ!
Jeju, ja znowu nie wyspana... czy nadejdzie kiedyś dzień w moim życiu, że się wyśpię? Czy ja muszę chodzić całe życie jak Zombie? Nie mam pojęcia co to się ze mną dzieje..
Koniec narzekania! Wczoraj spędziłam fantastyczny dzień z Asią z bloga Joanna Dobosz make up. Robiliśmy pazurki, a ja ją wymalowałam. Jeżeli jesteście ciekawi jak wyszedł nam makijaż, zapraszam do oglądania:)








Lubicie taki mocny smokey?;)

Ps. Na kanale filmik z moimi nowościami!:)


niedziela, 20 marca 2016

Wyzwanie makijażowe z Blondlove. Tydzień I " Makijaż mojego życia'

Witajcie kochani:)
Cieszę się, że w końcu trafiłam na wyzwanie makijażowe, które bardzo przypadło mi do gustu! Uwielbiam się malować, ale nie ma za bardzo na to czasu. Tym razem postanowiłam, że postaram się dodać każdy makijaż i mam nadzieję, że się uda. Beatkę znam osobiście i mogę Wam serdecznie polecić jej bloga. Może i Wy dołączycie do akcji? Macie czas do jutra :) [klik].

Temat niby prosty, a trudny. Makijaż mojego życia? Jaki makijaż miałabym nosić do końca życia? Szczerze? ŻADEN :D Najlepiej się czuję bez! Przygotowałam więc taki, który najbardziej lubię u siebie. Serdecznie zapraszam do oglądania:)







A jak wyglądałby Wasz makijaż życia?:)

sobota, 19 marca 2016

Tydzień zamknięty w ćwiczeniach cz. III. Co ćwiczyłam i jak określam stopień trudności?

Hej!
U Was też taka piękna pogoda? Ja powoli kończę porządki świąteczne i będę miała chwilę oddechu. Oczywiście nie obyło by się pod koniec tygodnia bez podsumowania go w kwestii zdrowego żywienia i ćwiczeń. Właśnie dziś uświadomiłam sobie, że nie jem 20 dni słodyczy!!! Pewnie dla większości z Was to słaby wynik i nie ma się czym chwalić, ale ja jestem bardzo dumna  z siebie! Staram się słodzić stewią, ale czasem skusze się jeszcze na cukier. W tym tygodniu nie zjadłam nic smażonego. Same rzeczy na parze. Oczywiście zaliczyłam jeden  cheat day. Poszłam sobie z mamą na chickenburgera. Tak to w ogóle nie korzystam prawie z fast foodów więc raz za czas można sobie pozwolić. Dziś mamy 6 dzień tygodnia, a ja nie miałam żadnej przerwy od ćwiczeń! Zrobię sobie pewnie jutro, bo mamy z M. dzień wolny i chcemy go spędzić razem bez komputera, tv i ćwiczeń. W sumie może pójdziemy na spacer, więc to też jakaś forma aktywności.
 Jeżeli jesteście ciekawi co ćwiczyłam w tym tygodniu zapraszam do oglądania.



13.03 WYŁADUJ SWÓJ STRES TRENING KARDIO KICKBOXING


Więcej pisałam o nim tutaj.

14.03 AEROBOX TRENING ODCHUDZAJĄCY


Kolejny trening ze strony Centrum Sportowca.pl. Zawiera 3 rundy po 8 ćwiczeń (30 sek.) i BOX (10 sek.). Oczywiście nie zawiodłam się kolejny raz. Można się zmęczyć, ale wiecie jakie to jest zmęczenie... Bardzo przyjemne:)

POZIOM TRUDNOŚCI: 4

15.03 POWTÓRKA AEROBOX+ĆWICZENIA NA BRZUCH.


Wow! Niby 6 min, a zmęczyłam się 100 razy bardziej, niż przy tych ćwiczeniach po 25 min! Co najlepsze, rano mnie tak mięśnie bolały, że ciężko się było ruszyć! Nie umiem ćwiczyć brzucha. Zawsze kładłam nacisk na nogi, bo brzuch nigdy nie był moim problemem.
POZIOM TRUDNOŚCI: 4.5

16.03 TURBOSPALANIE 2- TRENING ODCHUDZAJĄCY


Kolejny trening podzielony na rundy. Zawiera 3 rundy kardio i 3 rundy turbo. Nie polecam go na pewno osobom które zaczynają, bo mogą się zniechęcić. Jak dla mnie dużo łatwiejsza jest wersja turbospalania w wersji podstawowej.
POZIOM TRUDNOŚCI: 4


17.03 POWTÓRKA  WYŁADUJ SWÓJ STRES TRENING KARDIO KICKBOXING

18.03 POWTÓRKA  TURBOSPALANIE 2- TRENING ODCHUDZAJĄCY


Dziś jeszcze nie wiem na co postawię :) Może skalpel? Chociaż.. nie umiem, nie potrafię i ciężko mi się przekonać do Ewy, chociaż tak naprawdę metamorfozy na jej profilu zmotywowały mnie do ćwiczeń.

A jak u Was minął tydzień?:)
Ktoś coś ćwiczył?:)

piątek, 18 marca 2016

Poznałam ją dość późno, ale pokochałam bardzo szybko.

Hej witajcie kochani!
Weekend co nie?:) Ja jutro idę do szkoły, kończę o 16 i niedzielę mam wolną! Postaram się Wam coś nakręcić tak  żeby było na cały tydzień;) Mam nadzieję, że będziecie ze mną!:)

Dziś przychodzę do Was z produktem, który znałam od bardzo dawna, ale jakoś dopiero miesiąc temu trafił do mnie. Jeżeli jesteście ciekawi o czym mówię, serdecznie zapraszam Was do dalszej części posta.


Jestem osobą, która dość sceptycznie podchodzi do wszelkiego rodzaju produktów pielęgnacyjnych. Dlaczego? A no dlatego, że boje się żeby sobie nie zaszkodzić to raz, a dwa wolę przeznaczyć tą kwotę na kolorówkę:D. Pamiętam, że ta woda termalna była bardzo popularna w tamtym roku i dwa lata temu. Wtedy wzdychałam do niej, że chciałabym ją mieć, ale jakoś nigdy nie myślałam żeby ją kupić, ani nawet nie sprawdzałam, ile ona kosztuję. Przynosiła ukojenie dziewczynom podczas naprawdę upalnego lata. Mi w tym czasie pomagała mgiełka z Pat & Rub. Lato minęło, ja zapomniałam o produkcie aż do zeszłego miesiąc, kiedy udało mi się go wygrać u Eweliny z bloga Secret Addiction86.


Wiem, że są tu stali czytelnicy, którzy już pewnie mają dość czytania o moich problemach ze skóry, ale mam nadzieję, że są też nowi, którzy jeszcze o nich nie wiedzą. Tak więc powtórzę kolejny raz. Mam ogromne problemy ze skórą. Jest bardzo problematyczna, ciągle mnie wysypuje i nic mi nie pomaga. Może nie było by wielkiej dramy, gdybym nie dłubała tego wszystkiego, wyciskała i potem znowu dłubała aż do krwi. Niestety, przez te moje wstrętne paluchy narobiłam sobie tylko blizn, które niestety nie wyglądają ani ładnie, anie estetycznie. Staram się nie wkładać łap w nowe krosty, ale to jest silniejsze ode mnie szczególnie wtedy, jak się nudzę, oglądam film, albo coś takiego.

Miałam nadzieję, że ten produkt 'uspokoi' moją na twarz na tyle, że przestaną się na niej pojawiać cuda i wianki. Jak pomyślałam tak zrobiłam. Odkąd dostałam wodę codziennie wieczór po demakijażu spryskiwałam nią twarz. Jak zadziałała?


Woda zamknięta jest w opakowaniu typowym dla dezodorantu. Szata graficzna jest prosta, ale bardzo elegancka. Kojarzy mi się  morzem, wodą, ciszą, spokojem, odpoczynkiem, relaksem. Wyjątkowo przypadło mi do gustu. Na opakowaniu znajdziecie informację o nazwie produktu, nazwie firmy, pojemności, składzie, zaleceniach producenta i piktogramu, do czego służy produkt.




Woda nie pachnie, w smaku jest lekko słona. Po psiknięciu na twarz można wyczuć takie jakby zbite grudki wody. Bałam się otworzyć oczy, że będzie szczypać. Na szczęście nic takiego się nie działo. produkt świetnie nawilżył moją twarz i sprawił, że jest miększa (!?), bardziej delikatna i przyjemna w dotyku. Nie stosowałam jej na podrażnienia typu oparzenie, czy podrażnienia po goleniu. Wydaje mi się, że również spisywała by się bardzo dobrze. produkt mnie nie uczulił i nie podrażnił. Mam nadzieję, że nie zdenkuję go do lata i będę miała okazję poczuć, jak działa na afrykańskich upałach:)

Cena: ok. 20 zł

Znacie ten produkt?
Używacie?:)

czwartek, 17 marca 2016

JADĘ NA MEET BEAUTY!!!!

Wiem, pewnie już wymiotujecie tymi postami, ale tak się cieszę, że masakra! W sumie jest to na 98% pewne, bo nie wiem jeszcze co na to mój promotor , ale mam nadzieję, że ogarnę! Marzę o tym  żeby się z Wami spotkać! Już w tamtym roku zostałam wybrana, odmówiłam bo studia, ale mam nadzieję że w tym wszystko się uda! Trzymajcie kciuki żeby tak było!:)
Gratuluję wszystkim, którzy dostali się wraz ze mną!:)


środa, 16 marca 2016

Inspiracje wiosenne, czego brakuje w mojej szafie? POST NIESPONSOROWANY!

Witajcie!:)
U mnie dziś była tak piękna pogoda, że aż postanowiłam zajrzeć do szafy i dobrze się zastanowić, czego tak naprawdę mi w niej brakuje. Idzie wiosna, więc to odpowiedni moment na zakupy;). Nie chcę kupować w ciemno. Dzielę szafę z moim chłopakiem, z racji tego muszę dobrze przemyśleć czego potrzebuję, żeby wszystko się w niej zmieściło. Jeżeli jesteście ciekawi czego konkretnie mi brakuje i za czym się oglądam, zapraszam do dalszej części posta. :)

Nie wiem jak Wy, ale ja wiosną i latem lubię postawić na kolor. Uważam, że zima jest porą, w której ubieram się stonowanie, na szaro czy czarno, ale lato i wiosna to miesiące, które powinny emanować kolorami! Znalazłam parę ciekawych modeli i na pewno któryś z nich będzie mój! Nie podają linków do żadnej rzeczy celowo bo tak jak piszę, nie jest to post sponsorowany.






Oczywiście do kurtki wypadałoby poszukać jakiegoś fajnego szalika/apaszki? Czegoś, co będzie ładnie się komponować, ociepli troszkę szyję i okolice, ale nie będzie tak grube jak szal czy komin.




Przydałaby się też jakaś fajna spódnica, ale z tym to już gorsza sprawa, bo nie cierpię ich kupować, ale kocham w nich chodzić!:)






I buty. Buty to temat rzeka. Nigdy nie wiem jakie są najlepsze i najwygodniejsze przede wszystkim!





A Wam czego brakuje na wiosnę?
Jakie kolory lubicie najbardziej?