poniedziałek, 30 stycznia 2017

Nowe, moje miejsce w sieci.

Hej!

Witam Was w nowym tygodniu. Nie wiem jak Wam, ale mi zaczął się wyjątkowo dobrze. Jedyne, co psuje mi aktualnie humor to nadchodzący (ostatni) egzamin i zbliżająca się wielkimi krokami obrona. Mimo tego, że aktualnie na głowie mam naprawdę MNÓSTWO obowiązków, staram się jakoś znaleźć chwilę i zadbać o siebie. Nie oszukujmy się, każda z nas lubi czuć się piękna! Oczywiście nie zrozumcie mnie źle. Każda z nas ma w sobie to ‘cos’ i nie trzeba chodzić do salonów kosmetycznych żeby to odkryć, ale czasem mała wizyta w zaciszu ulubionego salonu potrafi naładować nam baterię na cały tydzień!


W moim mieście, które nie należy do największych istnieje kilka salonów kosmetycznych, które są mniej lub bardziej mi znane. Mam swój ulubiony, w którym robię od roku paznokcie. Julka, moja manikiurzystka jest naprawdę wyjątkowo uzdolnioną osobą i widać, że to co robi, robi z pasją. Zawsze patrzę na nią z podziwem i cieszę się, że trafiłam na osobę, która wykonuje swoją prac na 100% i wkłada w to całe swoje serce!
Ostatnio przebywając w Zakopanem zamarzyła mi się wizyta w takim salonie. Miałam gorszy dzień, nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Niestety w pensjonacie w którym przebywałam nie świadczono takich usług. Znam Zakopane bardzo dobrze, ale nie na tyle, żebym mogła wybrać idealne miejsce dla mnie. Niewiele myśląc weszłam na internet, bo jak wiadomo, jest to najlepsze źródło informacji. W wyborze najlepszego salonu pomogła mi wyszukiwarka salonów kosmetycznych mójsalon.eu. Jest to miejsce, z pomocą którego znajdziecie salon blisko swojego domu. Nie wyszukuje ona miejsc, w których świadczone są tylko usługi kosmetyczne. Z jej pomocą znajdziecie również fryzjera w okolicy, a umówmy się, włosy są moim chyba jedynym atutem, więc staram się o nie dbać jak mogę.
Strona jest przejrzysta, czytelna i bardzo elegancka. Możecie się tam zarejestrować, ale nie jest to konieczne. Witryna pozwala nam na porównanie cen usług świadczonych w salonach, wyszukiwanie salonów, które będą odpowiadały naszym preferencjom jak również na poznanie nowych miejsc, o których wcześniej może nawet nie wiedziałyśmy. Dzięki niej trafiłam do gabinetu kosmetycznego ‘Justyna’, gdzie faktycznie Pani Justyna zadbała o moją zniszczoną i suchą cerę tak, jak sobie to wyobrażałam. Teraz przy każdej następnej wizycie na Podhalu wiem, że na pewno będę odwiedzała Salon pani Justyny.
 


Jestem przekonana, że gdyby nie strona mójsalon.eu i piękna miniaturka salonu, który wybrałam i która wpłynęła na mój wybór, poszłabym do pierwszego lepszego salonu i nie wiem, czy nie żałowałabym mojej decyzji.

A Ty masz swój ulubiony salon do którego wracasz?
Czym się kierujesz przy wyborze takiego miejsca?

#wyszukajsalon

niedziela, 29 stycznia 2017

Brush Egg, czyli o co tyle krzyku?

Cześć!
Jak Wam mija niedziela? Ja niestety jestem przeziębiona i mam domowy weekend. Wczoraj tylko skoczyłam na uczelnię na ostatnie seminarium, ale dziś nie wychodzę nigdzie. Mam nadzieję, że nie rozłożę się na ostatni egzamin w sobotę, albo nie daj Boże (!) na obronę...
W dzisiejszym poście chciałabym przedstawić jak dla mnie zbędny gadżet, który kupiłam oczywiście pod wpływem vlogów, blogów itd. Jak widzicie,  nawet blogerka, która sama recenzuje produkty i ma świadomość nakręcania czytelników na konsumpcję, sama wpada w jej sidła :). Nie przedłużając, zapraszam na recenzję jajeczka, które miało swoje 5 minut w strefie Beauty.


Moja kolekcja pędzli dla jednych może być niewielka, dla drugich- ogromna. Ja osobiście uważam, że 40 szt. pędzli które posiadam, to niezła, ale nie do końca zadowalająca liczba. Nieraz jest tak, że potrzebuje konkretnego rozmiaru, a właśnie on nadaje się do porządnego czyszczenia. Umówmy się-nie cierpię prać pędzli! Nie mogę się za to zabrać, a z drugiej strony, jak myślę ile na nich jst bakterii, to staram się nie robić zbyt długich przerw w ich myciu. Kiedy do obiegu weszło jajeczko Brush pomyślałam na początku, że muszę go mieć! Potem jakoś wyleciało mi to z głowy, nie myślałam o jego zakupie i dopiero jakiś czas temu, przeglądając internety, trafiłam na to różowe cudeńko. Rzecz jasna, że musiałam wybrać ten konkretny kolor, jak również kształt, który dla mnie jest niesamowicie słodki.


Urocze prawda? My kobiety chyba tak mamy, że kupujemy 'oczami'. Jajeczko dotarło, a ja ochoczo jak nigdy zabrałam się do mycia. Nie wiem jak u Was, ale ja zawsze myję pędzle szamponem do włosów i do tej pory metoda się sprawdzała. Pierwszą rzeczą, która zaczęła mi przeszkadzać i którą zauważyłam już na samym początku, jest otwór na palce. Szczerze? Jest ogromny i nawet na palce mojego M. sporo za duży! Co za tym idzie? W trakcie pocierania pędzli o wypustki, brush egg ciągle zsuwał  mi się z ręki, co było raczej denerwujące. Teraz jak patrzę na to zdjęcie to sobie myślę, że może ten duży otwór jest spowodowany kształtem? Nie wiem, ale skoro tak, to mogli zrobić mniejsze serduszko, a co za tm idzie? Mniejszą dziurę na palce! Jak widać, jajeczko posiada 3 rodzaje wypustek: poziome paski, kropeczki o różnych rozmiarach i krótkie paski. Nie wiedziałam na którym spróbować czyszczenia, więc zaczęłam od tych nieregularnych pasków po lewej stronie. Duże pędzle (puder, podkład, konturowanie), nie zostały doczyszczone tak jakbym chciała. Przerzuciłam się na poziome wzorki, ale znowu nie dało rady. Coś zaczęło się dziać na kropeczkach, ale nie było szału. Co do pędzli do makijażu oka, najlepiej sprawdziła się wersja pozioma i kropki.

Na tym zdjęciu możecie zobaczyć jaka wielka jest dziura, skoro wchodzą mi do niej 4 palce! Kolejną rzeczą, która jest dla mnie nie do przeskoczenia, jest czyszczenie jajeczka. Niestety, nie udało mi się  z niego domyć podkładu, co zresztą możecie zobaczyć na zdjęciu numer 2. Próbowałam szamponem, mydłem do rąk i niestety- nie działa. Jest to dla mnie nie do przeskoczenia,   ponieważ wygląda to nieestetycznie i niehigienicznie, a nie tego oczekuję od produkty, który ma się przyczynić do czystości moich pędzli.


Podsumowując, nie zauważyłam, żeby produkt przyczynił się do jakości czy wygody czyszczenia pędzli. Nawet nie wiem, czy więcej czasu nie zajmuje mi mycie pędzli z tym gadżetem, bo co chwilę muszę poprawiać silikonową, zjeżdżającą z palców nakładkę.. 
Brush Egg jest fajnym gadżetem, ładnie wyglądającym na toaletce, ale tylko wtedy dopóki go nie wybrudzicie, bo tak jak wspomniałam wyżej, domycie wypustek wcale nie należy do najłatwiejszych.

Macie Brush Egg?
Która nie lubi myć pędzli tak jak ja?:)

środa, 25 stycznia 2017

Paski wybielające zęby.Jak to działa i czy w ogóle.

Cześć!
Połowa tygodnia już za nami, a mi jeszcze zostały tylko dwa weekendy zjazdowe i obrona. Ale to szybko przeleciało! Czasem chciałabym już to mieć za sobą...
Dziś przychodzę do Was z recenzją pasków wybielających, które otrzymałam jakoś w Listopadzie do testów. Produktu nie używałam codziennie z racji tego, że mam dość wrażliwe zęby i nie chciałam doprowadzić do sytuacji, kiedy będę je musiała totalnie odstawić. Jak się u mnie sprawdziły i czy w ogóle coś dały? Zapraszam na notkę.


Zacznę może najpierw od tego, że ja nigdy nie miałam problemu z żółtymi zębami. Nie raz, kiedy dodawałam zdjęcia makijażu pytałyście, czym wybielam zęby. Zawsze odpowiadałam Wam zgodnie z prawdą że niczym, bo nic takiego nie używałam. Zęby myję regularnie, pastą co prawda wybielającą, ale nigdy nie używałam żadnych środków, które miały by wpływ na kolor moich zębów.
Ostatnio zauważyłam jednak, że szczególnie na górnej szczęce zaczęły mi się robić przebarwienia, które najprawdopodobniej powstały w wyniku picia kawy, ponieważ papierosów nie paliłam i nie palę. Bardzo się ucieszyłam, kiedy Pan Karol odezwał się do mnie i zaproponował współpracę. Paczka przyszła błyskawicznie, a ja zabrałam się za testy.


W przesyłce oprócz pasków znajdowała się skala, która pozwoliła nam określić nasz kolor zębów. Przyznam, że ciężko mi to było wykonać, bo wydawało mi się, że każdy kolor mi pasuje :). Ostatecznie stanęło na tym, że wybrałam numer 4, więc tak jak wspomniałam, moje zęby są naturalnie w dość jasnym kolorze. Każdy pasek znajdował się w oddzielnym opakowaniu. W sumie, w zestawie znajdowało się 28 pasków (14 na górną i 14 na dolną linię zębów).


Na początku nie wiedziałam za bardzo jak się za to zabrać, ale po przeczytaniu instrukcji obsługi wszystko było jasne. Według instrukcji nakleiłam paski PRZED szczotkowaniem zębów, wzięłam laptopa na kolana i czekałam 30 min. Czas zleciał mi zsybko i w pewnej chwili nawet zapomniałam, że mam coś naklejone na zębach. Owszem, w momencie, kiedy przejechałam językiem po zębach to czułam, że coś na nich jest, ale wcześniej nic mi nie przeszkadzało. Jeżeli chodzi o aplikację i komfort noszenia, paski zgarniają ode mnie wielki plus.


Zdziwienie pojawiło się w momencie kiedy odkleiłam paski i poczułam żel. Dużo żelu, który raczej średnio smakuje. Za pierwszym razem poczułam lekkie obrzydzenie, ale po chwili, kiedy wyszczotkowałam zęby, dyskomfort zniknął. Zęby w 'dotyku' językiem były niesamowicie gładkie. Może głupio zabrzmi to co teraz napisze, ale czułam, jakby były całkowicie domyte.


Kuracja powinna trwać 14 dni, ale tak jak pisałam na początku, bałabym się używać produktu codziennie, ponieważ mam wrażliwe zęby i moja ocena mogła by być krzywdząca dla produktu i średnio wiarygodna. Używałam plastrów co dwa dni i wiecie co? Nic absolutnie mnie nie podrażniło! Nie czułam żadnego bólu, dyskomfortu. Kto ma wrażliwe na wszystko zęby tak jak ja wie o czym mówię. A jak efekty? Moim zdaniem kolor nie zmienił się jakoś znacząco, ale co najważniejsze, najgorsze przebarwienie z moich zębów zniknęło!


Czy wrócę do produktu? Za jakiś czas na pewno ponieważ uważam, że piękny biały uśmiech, to jeden  z wielkich atutów każdej kobiety!


Jeżeli jesteście zainteresowani zakupem, zapraszam Was tutaj.

A Ty czego używasz do wybielania zębów?

sobota, 21 stycznia 2017

Makijaż nowościami- Inglot, sleek, L'oreal.

Witajcie :)
Dziś mało pisania a więcej zdjęć. Ostatnio dotarło do mnie kilka nowości, m.in dwie palety z Inglota, jedna ze sleek i mój ulubiony tusz z L'Oreal. Dzięki temu, powstał dzisiejszy makijaż :)









Lubicie takie połączenia?

piątek, 20 stycznia 2017

Moje wieczorne uzależnienie...

Hej kochani!
Jak obiecałam, tak staram się chociaż w małym stopniu na początku do Was wrócić. Jest mi odrobinę ciężko, bo jak wiadomo, czas przed obroną jest nie dość, że mega intensywny, to jeszcze strasznie wyczerpujący psychicznie. Niemniej jednak, blog jest odskocznią, do której lubię wracać :).
Dziś chciałabym Wam przedstawić produkt, który dostałam na spotkaniu SoB i który wbrew pozorom stał się moim codziennym, wieczornym uzależnieniem.
Jeżeli chcecie go poznać, zapraszam Was do dalszej części posta.

 
Zacznę może najpierw od tego, że ja jako tak nie mogłam używać żadnych produktów na noc. Dlaczego? Ano dlatego, że zawsze rano budziłam się z nową niespodzianką na twarzy. Serio. Bez względu na to, czy to był krem, czy serum, czy olejek, zawsze było to samo. Generalnie znając swoją twarz i wiedząc co lubi, a czego nie już dawno postanowiłam, że wieczorną pielęgnację ograniczę do minimum i poprzestanę tylko na demakijażu twarzy. Jak postanowiłam, tak postępowałam przez naprawdę kilka dobrych lat, aż któregoś pięknego wieczoru zabrałam się za rozpakowywanie upominków od sponsorów SoB. W moje ręce wpadło to właśnie niepozorne serum w szklanej buteleczce. Pani, która reprezentowała firmę, przedstawiała kosmetyki w naprawdę pozytywnym świetle, a ja (wstyd się przyznać) nigdy ich nie używałam. Co zatem sprawiło, że złamałam wieloletnie postanowienie i każdy wieczór rozpoczynam z tym produktem? 


Niewielkich rozmiarów szklana buteleczka, zabezpieczona dodatkowo była kartonowym opakowaniem, na którym producent umieścił naprawdę sporo informacji o produkcie. Niestety, z racji tego, że mam ograniczoną możliwość przechowywania wszelkich niepotrzebnych rzeczy i przedmiotów, musiałam się go pozbyć :). Jak widzicie, szata graficzna jest jak dla mnie przynajmniej bardzo kobieca, ale też kojarzy mi się z naturą i ekologicznym podejściem. Przyznam, że ogólnie nie jestem fanką szklanych opakowań, bo ja naprawdę jestem mega niezdarą i uwierzcie mi, że obchodzę się z nim jak z jajkiem, bo tylko czekam aż mi spadnie na płytki. Oczywiście nie mogę nie przyznać, że szklane butelki są naprawdę eleganckie. 


Do produktu dołączona jest pipetka, którą możemy idealnie zaaplikować produkt na twarz, szyję i dekolt. Konsystencja jak w przypadku serum jest lejąca, oleista. Na początku prawie nalałam sobie do oka, bo najpierw zaaplikowałam na czoło bez świadomości, że zacznie spływać :). Taki rodzaj konsystencji sprawia, że świetnie można sobie masować twarz przy jego użyciu. Najbardziej w tym produkcie spodobał mi się zapach! Ziołowy, świeży, nie nachalny- kompozycja idealna! Kolor jak widzicie to taki delikatny żółty odcień, jednak w styczności ze skórą robi sie przezroczysty i nie zostawia żadnych śladów.


Za co  go pokochałam? Za zapach, konsystencję i fakt, że niesamowicie mnie relaksuje wieczór z tym produktem. Uwielbiam po ciężkim dniu, po demakijażu zaaplikować go sobie na twarz i masować. Zauważyłam rozjaśnienie cery i zdecydowane nawilżenie. Nie jestem w stanie określić, czy działa przeciwzmarszczkowo bo na szczęście jeszcze nie zauważam zmarszczek:). Wydaje mi się, że jest to produkt idealny dla każdej z Was. Co najważniejsze, nawet po zaaplikowaniu go na noc, nie budzę się rano z żadnymi niespodziankami. Jest to pierwszy produkt, który mi nie zaszkodził i nie wyobrażam sobie wieczoru bez niego.

A Wy znacie to serum?


czwartek, 19 stycznia 2017

Nowe (jeszcze) zimowe pazurki :)

Hej kochani!
Co u Was słychać? Ja przygotowuję się powoli do niedzielnego spotkania blogerek. Nie mogę się doczekać! dziś szybki post, bo oczywiście dalej zakręcenie trwa :)
Chciałam Wam pokazać moje nowe pazurki, które robiłam dwa dni temu. Zmieniłam trochę kształt. Co o nich myślicie?




Paznokcie jak zawsze robiłam w Beauty Club Leśna:)

Jakie masz aktualnie paznokcie?;)

piątek, 13 stycznia 2017

Podsumowanie testów- Floslek dla mam i córek

Witajcie!
Zapewne jak to czytasz to masz już wolne, a mi zostały jeszcze jakieś 2h pracy i końcu weekend (na uczelni, ale zawsze to weekend). 
Dziś przychodzę do Was z podsumowaniem akcji organizowanej przez portal Face & Look oraz Floslek. Oczywiście mogłam brać udział w testach  dzięki Michałowi z bloga Twoje Źródło Urody, którego mogliście poznać na jesiennym SoB. 

Oprócz mnie w akcji brało udział również 25 blogerów, więc prawdopodobnie już czyjaś relacja przewinęła się w Waszej liście czytelniczej. Ja oczywiście zostałam na koniec, bo jestem totalną fajtłapą i usunęłam gotowe zdjęcia, a aparat został u mamy- cała ja. 

Do testów zaangażowane były pary, a dokładniej mama i córka, lub dwie przyjaciółki. Oczywiście ja testowałam produkty z moją mamą- bo jak mogłoby być inaczej :). Do testów firma przekazała produkty z serii SKIN CARE EXPERT ALL DAY. W paczce znalazły się takie produkty jak:
- PEARLS- Serum rozświetlające
- BLUR- Krem upiększający dla mamy
- BASE- Baza dla mnie
- KREM BB- również dla mnie :)
Oczywiście po odpowiednim przetestowaniu produktów dam Wam znać jak się sprawdziły!



Pierwszym pytaniem były walory wizualne produkty, czyli to, na co my kobiety zwracamy najbardziej uwagę (przynajmniej ja:)).Wyniki przedstawiały się następująco:
100% Mam, oraz 98% córek przyznało, że opakowania przypadły im do gustu. Nic dziwnego, ponieważ sama stwierdzam, że opakowania wyglądają bardzo elegancko i pięknie prezentują się na toaletce. Skupmy się teraz na pojedynczych produktach i wyrażonych opiniach na ich temat.

PEARLS SERUM ROZŚWIETLAJĄCE



Jak zobaczyłam ten produkt i pokazałam go mamie, to obie stwierdziłyśmy WOW jest piękny! Nie ma się co dziwić, zawsze podobały mi się produkty, które miały wygląd pereł :). Jak oceniały go mamy i córki w testach?

Wśród zapytanych, 82% mam i 85% córek widzi efekty działania kosmetyku. Konsystencja wypadłą również nieźle, ponieważ pozytywnie oceniło ją 87% mam i 85% córek. Zapach kosmetyku przypadł kobietom do gustu, ponieważ uzyskał aż  95% pozytywnych ocen od mam jak i córek. Kolejnym pytaniem byłą deklaracja, czy ankietowanie sięgnęłyby kolejny raz po kosmetyk- 74% córek i 80% mam deklaruje, że z chęcią używałyby go ponownie.


BLUR KREM UPIĘKSZAJĄCY


Krem, zgodnie z przeznaczeniem trafił do mojej mamy, jak również do innych pozostałych mam, które testowały nowości. Aż 94% z nich jest zachwycone jego idealną formułą oraz z efektów, jakie może uzyskać po jego użyciu. Zapach, czyli coś, na co ja zwracam szczególną uwagę, został doceniony przez 94% badanych. Deklaracje sięgnięcia kolejny raz po kosmetyk wyraziło aż 85% mam, a chciałoby go polecić swojej przyjaciółce AŻ 92% kobiet. Wyniki są naprawdę imponujące! Z tego co wiem, mojej mamie krem również przypadł do gustu.


BASE- BAZA WYGŁADZAJĄCA


Produkt, który miałam okazję używać, ale na ostateczne wyniki jeszcze poczekacie :). Mogę Wam jedynie zdradzić,że szukałam idealnej bazy wieki, a czy ta się taką okazała?:)
94% córek, które testowały produkt uznało, że spełnia ich oczekiwania i daje efekty, jakie obiecuje producent. 98% pozytywnych opinii zgarnął zapach, który mi się również podoba :).Aż 92% poleciłoby go swojej przyjaciółce i ja również bym to uczyniła. Od razu zresztą poleciłam go mojej mamie. Podsumowując 78% córek sięgnęłoby po niego kolejny raz.



Reasumując całą akcję, jak córki tak matki poleciły by kosmetyki firmy FLOSLEK. Odpowiedzi takiej udzieliło 92% zapytanych kobiet.

A co ja myślę o akcji? Szczerze mówią nie wiedziałam, że FLOSLEK produkuje rownież kosmetyki do makijażu. Zawsze kojarzyłam je z pielęgnacją. Muszę przyznać, że pierwsze moje wrażenie i mojej mamy jest jak najbardziej pozytywne. Wypatrujcie opinii, bo już wkrótce na pewno się pojawi!

Kto z Was sięgnie po ich produkty?:)

wtorek, 10 stycznia 2017

Spotkanie blogerek w Bielsku Białej Lista uczestników!

Kochane na szybko, bo  ja siedzę nad pracą na obronę, a Asia jest zapracowana pragnę ogłosić listę uczestniczek, z którymi zobaczymy się już 22.01.2017 w Bielsku Białej!

1.Beata:
BLONDLOVE: 
http://blond-love.blogspot.com/

2.Marta:
NOW ENJOYMENT

http://enjoyment.pl/
3.Dagmara
DAFIS STUDIO
http://dafis.pl/


4.Dominika
SHOPPINGTIPS
http://shoppingtips.pl/

5.Kinga
BLOND BLOG
http://www.gorzela.pl/

6.Kamila
CARMILLA BEAUTY
http://carmillabeauty.blogspot.com/

7. Weronika
ŚWIAT WYBIEGIEM
http://swiatwybiegiem.pl/

8.Asia

JOANNA DOBOSZ MAKE-UP
https://makeup-joannadobosz.blogspot.com/

9.Paulina
ZAKOCHANA W KOLORKACH
http://zakochanawkolorkach.blogspot.com/



Zaczynamy o 13.00  w Bielsku Białej w Pasażu pod Orłem na ul. 11 Listopada
Do zobaczenia <3!

czwartek, 5 stycznia 2017

Wyniki rozdania relaksacyjnego :)

Kochani jeszcze raz ja, ale teraz już bez przedłużania chciałabym tylko ogłosić wyniki rozdania, które organizowałam dzięki uprzejmości firmy Ka Boom i Moka Candles. 


Rozdanie wygrywa Pani KASIA BALCEWICZ!!!

Gratuluję i proszę o dane na mail: goralka18@o2.pl


Firmie serdecznie dziękuję za przekazanie nagród, a Was zapraszam na kolejne rozdania!:)

Nie daj się okraść, czyli o prawach blogera słów kilka.

Cześć!
Jak Wam mija dzień, kiedy na horyzoncie powoli już ukazuje się długi weekend? Macie jakieś plany?
My mieliśmy wyjechać, ale niestety... M. jest w pracy, a sama nie mam ochoty na wycieczki. Zresztą pogoda jest taka, że naprawdę nie mam ochoty na wychodzenie z domu.

Dziś przychodzę do Was z nietypowym, ale ciągle jednak aktualnym postem, a mianowicie porozmawiamy o kradzieży, która ma coraz częściej miejsce w blogosferze. Czy mnie takie coś spotkało? Jak się zachować? I najważniejsze- dlaczego tak się dzieje?


Godziny spędzone na wymyślenie postów, przygotowanie tła, zdjęć, obróbka i w końcu napisanie tekstu. Znajomo brzmi, prawda? Aż w końcu któregoś pięknego dnia, znajdujesz swoje zdjęcie lub tekst (albo zdjęcie i tekst) u innego blogera. Co czujesz? Złość, rozczarowanie, gniew? Z drugiej strony masz świadomość tego, że skoro ktoś odważył się skorzystać akurat z Twojej pracy, to musisz robić to dobrze! Niestety, przynajmniej mi nie rekompensuje to świadomości tego, że ktoś po prostu UKRADŁ moją pracę. OKRADŁ z czasu, który poświęciłam na przygotowanie idealnego postu. Osobiście nikt bezpośrednio nie zrobił mi tego ale pamiętam, jak na samym początku mojego blogowania ktoś wykorzystał mojego posta konkursowego jako swój i twierdził, że to on organizuje rozdanie i u niego można to wygrać. Tamten blog tak szybko się skończył jak chyba zaczął. Powiem Wam, że o ile kradzieży dokonuje jakiś blogger, to jeszcze powiedzmy, że jakoś mnie aż tak nie rusza. Owszem, denerwuje mnie niesamowicie i NIE POPIERAM takich działań, ale jeszcze gorsze dla mnie jest to, jak kradzieży dokonuje jakaś firma, a uwierzcie, że było już kilka, jak nie kilkanaście takich sytuacji w blogosferze. Byłam świadkiem, że firma oznaczyła do kogo należy 'pożyczone' zdjęcie i przeprosiła publicznie tą osobę, ale było również tak, że totalnie to olali i nawet nie przyznali się do błędu. Czy poważni przedsiębiorcy tak robią? Wydaje mi się że nie. 


Dlaczego tak się dzieje i dlaczego blogerzy czy firmy działają w ten sposób? Czy kieruje nimi chęć osiągnięcia zysku bez żadnego wysiłku?  Czy nie chcą, a może nie potrafią stworzyć czegoś samemu? W takim razie po co zakładać bloga, skoro nie sprawia mi on przyjemności i nie mam ochoty poświecić tych kilku godzin dla niego? Blogowanie to praca, naprawdę ciężka praca. Nie zrozumie tego nigdy ten, kto nie prowadzi bloga. Kradzież naszej pracy boli i nie ma nawet dyskusji, że jest inaczej. Co najgorsze, bloger w sytuacji kiedy zostaje okradziony nie może zbyt wiele zdziałać. Może zrobić złą opinię firmie, która go okradła, może oczernić blogera, ale czy może liczyć na jakieś odszkodowanie? Niestety nie. Nie jest to szkoda, z tytułu której możemy liczyć na coś takiego. Jedyne co nam zostaje w takiej sytuacji to tylko szczera rozmowa z osobą która dopuściła się tego czynu i wewnętrzna złość. O ile zdjęcia możemy oznaczyć znakiem wodnym o tyle z tekstem nie da się zrobić nic.

Spotkałyście się kiedyś z kradzieżą na blogu?
Co o tym myślicie?

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Idealny duet pielęgnacyjny dostępny drogeryjnie! Cz.1- żel do mycia twarzy

Witajcie po raz pierwszy w Nowym Roku!
Kurde, nie było mnie tu znowu ponad tydzień, ale mam nadzieję, że to ostatnia taka dłuższa przerwa. 
Na początku chciałabym złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia i podziękować, że w 2016 roku byliście ze mną! <3

W dzisiejszym poście chciałabym Wam opowiedzieć o produkcie, który trafił do mnie przez przypadek, a okazał się strzałem w dziesiątkę.Używam go razem z innym kosmetykiem z tej serii i uważam, że w połączeniu tworzą duet idealny! O czym mowa? 
Zapraszam na post, o najlepszym żelu do mycia twarzy!


Nie wiem jak Wam, ale mi generalnie kosmetyki tej firmy kojarzą się z dzieciństwem ;). Pamiętam jak moja mama używała tych produktów jak byłam mała. Do dziś został mi w pamięci ten charakterystyczny zapach kremu, którym smarowała mnie mama jak wychodziłam na pole;). Od tego czasu minęło naprawdę wiele lat, przez moje ręce przewinęło się sporo kosmetyków, firma Nivea bardzo się rozwinęła, a ja zazwyczaj sięgałam po inne produkty. Skąd pomysł na ten duet? Szczerze mówiąc, jak ja to zawsze powtarzam ' Światem rządzą przypadki'. Tak samo było tym razem. Po prostu, będąc na zakupach, zauważyłam żel, a że był różowy, to skusiłam się i wzięłam :). Typowa baba :)


Żel znajduje się w tubce, która jak to zazwyczaj tubka 'stoi na głowie'. Szata graficzna jest prosta, ale najwyraźniej miała w sobie to 'coś' skoro po nią sięgnęłam. Na opakowaniu znajdują się podstawowe informacje o produkcie takie jak nazwa, typ cery, do jakiej jest przeznaczony, kilka informacji od producenta, skład, oraz pojemność. Skłamałabym, a tego nie lubię robić, jeśli napisałabym, że przetestowałam sporo żeli do twarzy. Bzdura! Odkąd zaczęłam się interesować kosmetykami, a to już kilka lat, miałam może 5 produktów tego typu? Kiedyś w ogóle nie miałam pojęcia jak ważne jest prawidłowe oczyszczanie twarzy a potem myślałam, że wystarczy to robić za pomocą płynu do demakijażu. Jak widzicie, jest to żel-krem. Pomyślałam, że może właśnie ten obiecany krem sprawi, że moja cera zostanie idealnie nawilżona  w tym trudnym dla niej okresie. Zresztą jak widać na załączonym obrazku, produkt jest właśnie dostosowany do cery suchej i wrażliwej.


Zacznę może od zapachu, który... no właśnie... przypomina mi okres dzieciństwa. Jak dla mnie jest identyczny jak wtedy, kiedy miałam kilka lat. Na pewno każda z Was go kojarzy, bo jest on charakterystyczny dla produktów tej firmy. Kolor biały, bez żadnych kolorowych drobinek. Największym zaskoczeniem dla mnie była konsystencja. Nie jest żelowa, tylko jak dla mnie 100% kremowa. Jest to dobre rozwiązanie moim zdaniem ponieważ sprawia, że produkt jest wydajny. Wystarczy mała ilość, żeby idealnie oczyścić twarz. Używam go co wieczór na twarz, a następnie masuję ją szczoteczkę do oczyszczania twarzy. Zauważyłam zmniejszoną ilość wągrów na nosie, ale nie chcę Was wprowadzać w błąd i pisać, że to 100% zasługa tego produktu bo nie mam takiej pewności. Żel dobrze oczyszcza, choć wiadomo, że nie jest to idealny produkt do demakijażu. Do tych celów używam innych kosmetyków.


Bardzo polubiłam się z produktem. Nie uczulił mnie, nie podrażnił, a na dodatek przywołał wspomnienia z dzieciństwa. Czego chcieć więcej?:)

Jakiego żelu do mycia twarzy używacie?
Jutro opowiem Wam o toniku z tej serii:)!